Interwencje drogowe

Droga wojewódzka, ale kompletnie zapomniana

DSC_0033
DSC_0033

Droga wojewódzka, ale kompletnie zapomniana

575 metrów kłopotów

To jakiś żart: na chodniku wymalowane znaki, że trasa dla rowerów. Ale trudno po nim chodzić, a co dopiero – jeździć. Taki nierówny.

Z podobną opinią na temat drogi wojewódzkiej nr 46 w Antoniowie spotkać się można na każdym kroku. Nie dość, że chodnik nierówny, to jeszcze upstrzony studzienkami. Te wystają nawet na kilkanaście centymetrów.

Nie inaczej z samą jezdnią. Łata na łacie, dziura na dziurze a między nimi zapadnięte studzienki kanalizacyjne.

Po drugiej stronie jezdni natomiast rów melioracyjny. Zresztą trzeba się nieźle przypatrzeć, by rów dostrzec, bo trawa w nim wybujała na całą głębokość. Podobnie z wysoką trawą przy rowie. Widać, że gospodarza nie było tutaj od miesięcy, może nawet od lat.       

- Chodnik na odcinku od ronda do remizy to jedna wielka katastrofa - mówi sołtys Antoniowa Magdalena Kotula.

A historia walki o ten chodnik sięga lata wstecz. Gdy M. Kotula była w poprzedniej Radzie Sołeckiej, mieszkańcy napisali do Zarządu Dróg Wojewódzkich w Opolu o remont i systematyczne oczyszczanie - choćby ze śniegu. 27 marca 2017 roku ZDW odpowiedział m.in.: „…służby Zarządu Dróg Wojewódzkich podjęły bezzwłoczne działania mające na celu przegląd stanu chodnika i określenie potrzeb remontowych”.

„Bezzwłoczne działania” pozwoliły na wycenę: koszty prac remontowych odcinka o długości 575 metrów od budynku OSP do ronda wyniosą 490 tysięcy złotych. ZDW miał się zwrócić do władz gminy o partycypowanie w kosztach remontu.

 Adrian Kokot mieszka przed remizą OSP. Od dawna zwracał uwagę, że wszyscy domownicy mają problem z wyjazdem z posesji, bo chodnik nierówny. Poza tym krawężniki wysokie.

- Przejść na piechotę lub jechać na rowerze – nie radzę – podkreśla A. Kokot. – Niebezpieczne są studzienki, które wystają na chodnikach.

- Mój dziadek ma blisko 80 lat i kiedyś na tym nierównym chodniku się wywrócił – wspomina Kamil Dobrowolski. - Od tamtej pory rowerem nie jeździ a przecież to podobno droga dla rowerów.  

K. Dobrowolski także mieszka przy budynku remizy: - Dziury i zapadnięte studzienki są powodem potwornego hałasu, jaki czynią samochody, zwłaszcza ciężarowe. Gdy jedzie tir – w domach wszystko drży, przedmioty szklane spadają z półek.

Klaudia i Tomasz Sladek mieszkają przy drodze wojewódzkiej przed zakrętem w stronę Dylak. Im też studzienki kanalizacyjne spędzają sen z oczu. Dosłownie.

- Są naprawiane czasami, ale po miesiącu znowu stukot jest nie do wytrzymania – zgodnie dodają.

- A po chodniku to nawet matki z małymi dziećmi w wózkach boją się spacerować – zastrzega pani Klaudia.

K. Dobrowolski przypomina taką historię sprzed kilku lat: gdy koło jednego auta wpadło w studzienkę – pokrywa wyleciała w powietrze. Kolejne auto wpadło w dziurę, urwało koło i ostatecznie wylądowało na drzewie. Cud, że nikt nie zginął.

- Ludzie bardzo często skarżą się na konieczność naprawy zawieszeń w swoich samochodach - wyjaśnia sołtys M. Kotula.

Na zebraniu wiejskim 18 sierpnia tego roku mieszkańcy Antoniowa ponownie domagali się remontu chodnika na odcinku  choćby od ul. Rzecznej do posesji szkoły. Ze względu na uczniów, którzy nie mają bezpiecznego przejścia przez ruchliwą DW 46.

Który to już apel?

Autor : Witold Żurawicki

 

12345

Menu szybkiego dostępu do wybranych treści

  • Data aktualizacji: 2020-10-25 18:08
  • |
  • Licznik odwiedzin: 58 913 659